List od Marzeny

Marzena-wyślij mi swój e-mail, bo nie mogę ci odesłać odpowiedzi ...
Wszystkim osobom, które piszą listy bardzo serdecznie dziękuję, niektóre są bardzo osobiste, przepełnione cierpieniem. Inne z kolei są podziękowaniem za informacje znalezione na blogu. Wszystkie są ważne! Wszystkie czytam. Nie zawsze mam czas odpisać, często trwa to bardzo długo, ale każdy doczekuje się odpowiedzi.
Pozdrawiam serdecznie-niebawem nadrobię zaległości.

Posted in | 1 komentarze

Dziś mieliśmy kolędę, więc...

Dziś mieliśmy kolędę, więc czas najwyższy, żeby wstawić zdjęcia z Wigilii :) którą jak zawsze obchodziliśmy bardzo rodzinnie. Po wysłuchaniu fragmentu z Biblii, którą tym razem czytał nam Jasiu, podzieliliśmy się opłatkiem i jakoś tak zrobilo się bardzo pogodnie. Zapanował pokój i ludzkie uczucia, jak to śpiewał kiedyś zespół DAAB. I nie smieję sie, ale tak było. Nikt nie narzekał, nie jęczał, nie marudził. Faktycznie Dzieciątko nas wszystkich dotknęło swoją miłością i pokojem. Ta Wigilia była bardzo szczególna. W rozmowach kilka dni po Wigilii, większość miała właśnie takie odczucia. Była między nami jedność i bardzo szczególna atmosfera.
 Zdjęcia nie są najlepszej jakości, robione z komórki. Oczywiście aparat nie był naładowany, bo wszyscy o nim zapomnieli. Był prawdziwy św. Mikołaj z wielkim workiem prezentów. Dzieci, jak zwykle miały dostać mniej prezentów, niż w zeszłym roku, a dostały więcej-tak jakoś wyszło, za to ja chyba byłam niegrzeczna, bo dostałam tylko 2 :( Oliwier z Jasiem bali się trochę konfrontacji z owym gościem w czerwieni, ale widok wielkiego wora rozładowal wszelki stres.






A dzisiejsza kolęda też zapisze się w pamięci, jako jedyna w swoim rodzaju, gdyż na kolację przyszedł do nas ks. Marek, który jest u nas wikariuszem w Parafii. Poruszaliśmy wiele tematów. Na końcu towarzystwo się tak rozochociło, że doszło do tego, ze Miłosz wyjął po roku nie uzywania flet z futerału i coś tam brzdąkał, Kacper ładnie zagrał kolędę na klarnecie, a ks. Marek próbował z fletu wydobyć dźwięk metodą: "dmucham tak jak w butelkę", hihi  Szału nie było, ale dżwięk wydobył! Szkoda, ze nie zrobiłam zdjęcia, bo miał śmieszną minę.

Posted in | 0 komentarze

O Sympozjum, część 2

       Po przerwie obiadowej był swoisty podwieczorek w postaci multimedialnego świadectwa nawrócenia Leszka Dokowicza, producenta i operatora filmowego, który prawie 20 lat spędził w Niemczech i tam pracował niemalże dla wszystkich stacji telewizyjnych, produkując filmy dokumentalne i reportaże. Później związał się z elitą sceny techno na świecie. Porzucił tę branżę, kiedy otrzymał łaskę otwarcia oczu, co właściwie jest na rzeczy, i jak manipulowana jest młodzież poprzez obrazy satanistyczne, dźwięki podprogowe, dźwięki i odpowiedni zalew światła działający destrukcyjnie na ludzki mózg. Scena techno na świecie jest opanowana przez satanistów. I nie tylko scena techno. Sami wiemy, jak zachowują się niektórzy muzycy rockowi.
      Nie ma zabawy ze złem. To nie jest jakaś siła, czy tylko nazwa. Zło to szatan i jego armia-żywa istota, archanioł, jeden z inteligentniejszych bytów duchowych, który żyje wyłącznie w jednym celu: stworzenia chaosu i doprowadzenia duszy człowieka do śmierci duchowej. Do wiecznego potępienia. Do wiecznego życia bez miłości i obecności Boga.
       Lech poprzez nakreślenie faktów ze swojego życia i doświadczeń, w których sam brał udział, ba wcześniej nieświadomy sam tworzył dla tych satanistów materiały, tak pięknie opowiedział swoje świadectwo spotkania Boga w życiu, że wywołał poruszenie w moim sercu. Patrząc na ludzi obecnych na hali, zauważyłam, że nie tylko ja byłam poruszona, chociaż to świadectwo słyszałam już 3 raz, ale i większość uczestników. Panowała taka święta cisza, wielkie skupienie. Duch Święty przenikał do serc słuchaczy przez jego świadectwo.
       Kiedy pokazywał nam zdjęcie Hostii z Sokółki, gdzie Bóg uczynił cud eucharystyczny, to ja autentycznie pomimo, iż znałam tę historię już dużo wcześniej, jakbym sobie uświadomiła po raz kolejny, że Bóg jakby przez ten cud wołał o miłość i wiarę do ludzi. To był krzyk Miłości, która jest przeciwieństwem zła-nienawiści i pragnie tylko naszego dobra: Jestem żywy! Jakich cudów jeszcze wam potrzeba, żebyście uwierzyli?! To Ja jestem w każdej konsekrowanej Hostii! Cały dla was, żywy do waszej dyspozycji! Dlaczego Mnie nie kochacie? Dlaczego Mną poniewieracie przyjmując niegodnie Komunię św.? Ja Jestem.
       Jak mi było wstyd, że faktycznie często zapominam o tym, że w tej konsekrowanej Hostii jest Żywy Bóg. Przeciez, kiedy kapłan daje nam Komunię mówi: Ciało Chrystusa, to On jest w niej obecny
O cudzie w Sokółce można przeczytać tutaj>>> 
Jakich jeszcze dowodów potrzebuje człowiek, żeby uwierzyć, że Bóg jest żywy, że Jezus żyje, że z szalonej miłości do człowieka daje się każdemu spożyć?

cdn.

A wiecie, jak było ciekawie na Sympozjum?! cz.1

Zaczęło się od Mszy Świętej. I dalej w kolejności był pierwszy wykład-sorry, ale ten wykład mnie bardzo zmęczył, że słuchając myślałam-jesli tak będą wyglądały wszystkie wykłady, to wysiadam z tego pociągu.
       Później jednak spokojny i ciepły głos ks. Andrzeja Kowalczyka przykuł moją uwagę. Mówił z serca, nawet za bardzo nie koncentrował się na notatkach. Jego 45 minut zleciało jak z bicza strzelił. Mówił o tym, jak łatwo można wejść na drogę złą, która pozornie wydaje się nieszkodliwa, czasem wchodzimy na nią dla żartu, z ciekawości, z chęci doświadczenia czegoś innego, niż szara rzeczywistość. Często praktykowanie jogi kojarzy się nam z ćwiczeniami, które przeciez mają rozciągnąć nasze ciało, pobudzić krążenie, odprężyć ... Tudzież sobie powróżymy z ciekawości, i to działa, bo przeciez wszystko się nam sprawdza, co powiedział tarot! I łapiemy się na haczyk, jesteśmy wielką przynętą dla tego, który raczej nie pragnie naszego szczęścia. Piszę tak, ponieważ sama kiedyś byłam zaplatana w takie rzeczy i to, co mówił było pewnie świadectwem wielu osób na hali. On mówił o prawdziwym życiu. Ten starszy, ale świeży duchem Kapłan opowiadał życie. Łatwo się w nie wkręcić, wręcz jakby niepostrzeżenie w nie wchodzimy, ale wykręcić się, to juz jest sprawa trudniejsza. Wymaga wielkiego wysiłku woli, łaski i pomocy drugiego człowieka. Niektórzy potrzebuja pomocy egzorcysty, aby móc być wolnymi ludźmi. I chwała Panu za ich posługę!
          Potem na mówinicę weszła bardzo energiczna siostra Michaela, która sama siebie zaprezentowała, nie czekając na prowadzącego, który gdzieś się w tym momencie zapodział. To była bomba Ducha :) ta siostra mnie rozłożyła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mówiła krótko, treściwie, z zapałem. Opowiadała o Indiach, w których spędziła prawie 20 lat. Opowiadała o mirażu reinkarnacji, indyjskich bogach, którzy sami się bogami obwołali. O bogach, którzy kradli, zabijali dla zysku, manipulowali. Znaleźli wyznawców i potoczył się kolorowy z wierzchu ruch Hare Kryszna.
No bo co by mozna powiedzieć o Krysznie?
-Najwcześniejszą wzmiankę o Krysznie jako synu Dewaki znajdujemy w Candogia-Upaniszad, gdzie mówi się o nim (Krysznie) uczony.
-W Mahabharacie jest tylko wybitną jednostką
-Dopiero jako boski daje pouczenie Ardżunie w Bhagavad Gicie.
Utwalenie boskości Kryszny następuje później w Puranach (III w ne do XII w ne).
To są fakty. A co jeszcze, że:
- Kradł
- Uwodził dziewczęta i żony
- Organizował rozpustne zabawy
- Był mordercą – zabił pariasa - to tylko parias (bo parias, to przecież najniższa kasta, jakby robak, może umierać na ulicy-nikt mu nie poda ręki, bo parias to nie człowiek, tylko ludzie z Zachodu opiekują się umierającymi, bezdomnymi na ulicach Indii i widzą w nich ludzi :(((-m.in. s. Michaela opiekowała się umierającymi najuboższymi ludźmi z ulicy.

Siostra Michaela Pawlik zalazła jeden ciekawy fragment zamieszczony w Bhagawad Gicie (nie przekład doktrynerski Prabhupady) „Kryszna uczy lekceważenia życia cielesnego. Litość i lęk przed zabijaniem nawet krewnych i najbliższych nazywa on słabością niegodną Arjów oraz brakiem mądrości (Bhagavan Gita. Biblioteka Narodowa Wrocław 1988 s 12 nn). Fakty, fakty!

Kryszna do dnia dzisiejszego, w niektórych regionach czczony jest przez praktykę nierządu świątynnego jako „Radżagoopalasuami” czyli władca seksu i płodności. Bardzo mi się wykład siostry Michaeli podobał. Ona stwierdzała fakty. I jak łatwo jest zmanipulowac młodzież, która idzie za tym kolorowym pomarańczowym cukierkowym ruchem. A tak naprawdę idzie za sektą, o której prawie nic nie wie głębiej,  Czy ktoś z nas tak radośnie szedłby za dziwkarzem, złodziejem, mordercą? Który to ruch zmanipulowany przez np. Misję Czaitani powstał głównie po to, żeby werbować młodzież nieświadomą, w co się gnura, twierdzi, że to Jezus jest synem Kryszny. Ludzie, wiekszej manipulacji być nie może!

Świadectwa Krzysztofa niestety nie miałam przyjemności słuchać, gdyż w tym czasie znalazłam się  w jadalni i zajmowałam się innymi, pożytecznymi rzeczami. Modliłam się. To było pewnie wpisane przez Pana w scenariusz tego Sympozjum dla mnie. Świadectwo potęgi Boga i karłowatości diabła. Któż jak Bóg ! chciałoby się krzyknąć za Archaniołem Michałem. Tylko On i nikt więcej!
           Ucieszyłam się, że nie zabrakło także akcentów Maryjnych. Zawsze na Rekolekcjach Ignacjańskich słyszałam: Maryjność i Pasyjność. Dwie drogi równolegle idące w tę samą stronę. O Maryi, jej Niepokalanym Sercu i miłości Królowej Nieba i Ziemi do ludzi opowiadała świecka misjonarka Maria-Emanuel. O walce duchowej, jaką toczy każdy z nas, i o olbrzymim wsparciu Niepokalanej Dziewicy Maryi, przed którą drżą wszystkie złe duchy. O sile zawierzenia się Jej Niepokalanemu Sercu. O łaskach płynących z modlitwy zawierzenia i o autentycznych świadectwach przemiany życia i nawróceniach, które rozgrywają sie każdego dnia na Jasnej Górze. U stóp Czarnej Madonny.
Przypomniały mi sie Pielgrzymki na Jasną Górę. Miałam okazje iść aż 10 razy. Mój tato wyciągnął mnie po raz pierwszy, kiedy miałam 9 lat. Szliśmy wówczas z Torunia z Grupą Zielonych. I potem już nie wyobrażałam sobie wakacji bez Pielgrzymki. Zawsze było to dla mnie wielkie przeżycie, a zwłaszcza moment, kiedy patrzyłam na Jej twarz. Pewnie wiele w moim obecnym życiu zawdzięczam mojej Niebieskiej Mamie.

na dzisiaj kończę-pociągnę wątek najszybciej, jak to będzie mozliwe. Zostały smaczne kąski do omówienia.  Zachęcam Was, abyście, jeśli macie mozliwość poszli na takie Sympozjum. Cała grupa jeździ po większych miastach w Polsce. Wszystko jest za darmo, podane jasno i bez owijania w bawełnę. Atmosfera wspaniała, rozkręca się w miarę upływu czasu coraz bardziej. Nie ma czasu na nudę, a kiedy się skończy jest się potwornie zmęczonym, ale szczęśliwym i się nie żałuje :))


to nasz Zespół Dzieciątka Jezus

Ale mam tyły, chyba ich nigdy juz nie nadrobię-sorki

Oliwier jest juz rasowym 5-latkiem. Urodzinki się udały. Młody był przeszczęśliwy. Prezenty trafione. Dominowały autka różnego koloru, a że Oliwier to fan autek wszelakich, więc radości było co niemiara. Moja siostra wpadła na pomysł zakupienia autka wydającego dźwięk, byliśmy torturowani dziwnymi odgłosami, bo Złomek najbardziej przypadł Młodemu do gustu. Na szczęście po dwóch dniach wyczerpała się bateria...
Wśród gości był ktoś bardzo ważny dla Oliwiera, a mianowicie jego prawdziwa rodzona siostra Klaudia. :)))





Kilka fotek z imprezki.
oliwier_urodziny_2011

Posted in | 0 komentarze

Sympozjum-Magia-cała prawda 10 grudnia 2011 w Chojnicach wstęp wolny!

Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o współczesnych obliczach okultyzmu do udziału w tym Sympozjum. Będzie mowa o rzeczach bardzo ważnych dla naszego zycia duchowego. Wstęp wolny!
miejsce: Hala Sportowa przy Parku Wodnym w Chojnicach, ul. Wagnera 3, Chojnice


Niedługo Oliś skończy 5 lat!

Od Oliwier_X_2011
Milowymi krokami zbliża się dzień urodzin Oliwiera. Mój malutki, bezbronny chłopaczek zmężniał. Wyrósł trochę. Ubieramy już ciuszki na 98-102, więc jakby co, rośnie mały mężczyzna. Powoli, ale rośnie. Teraz już nawet można z Oliwierem pokonwersować na różne tematy. Najbardziej preferowanym jest temat o jedzeniu, hihi- co Oliwier lubi, a czego nie, albo o pająkach, których się panicznie boi (to chyba ma po mnie jakoś zakodowane, bo ja też za pająkami nie przepadam).
Młody lubi się stroić. Ma juz swoje ulubione rzeczy, np. nawet nie pomyslałam, że czarna kurtka skórzana może mu tak przypaść do gustu, że będzie chciał ją zakładać non stop. Uwielbia ją, kiedy idzie ulicą to nawet ludzi zaczepia i mówi: "Pani, a mama mi kupiła nową kurtkę, o taką!"- i się pręży mały człowieczek przed obcą kobitą. Ta kurtka to hicior, już w sklepie jeszcze z metkami chciał ją na siebie założyć i awantura była bardzo głośna, bo trzeba było odstać swoje przy kasie, zanim metki pani odcięła. A potem nie dało rady wyperswadować młodemu, że jest ciepło, słońce grzeje, bo młody bez żenady założył skórę z podpinką na misiu i był bardzo szczęśliwy!
W przedszkolu Oliwier robi postępy bardzo wolno, ale malutkimi kroczkami posuwa się do przodu. Rozróżnia podstawowe kolory, potrafi ładnie trzymać kredkę i kolorować, albo pisać po śladzie. Jest bardzo dokładny. Lubi rysować, co prawda rysunki są totalną abstrakcją, ale juz tam jakieś kształty się z nich wyłaniają, a jak da opis, co narysował, to jest ok. :) Wtedy dorośli muszą wysilić wyobraźnię, żeby dostrzec temat. Z pamięcią kiepsko, jakoś ciągle jest problem z nauczeniem się wierszyka lub piosenki. Problemy sa z opowiadaniem jakiejś historyjki. Nie potrafi np. opowiedziec przebiegu jakiegoś zdarzenia itp. Problem z zapamietaniem: gdzie mieszka, na jakiej ulicy itp. Problem z reagowaniem jękiem i płaczem na każda trudniejszą sytuację, choćby to, że nie może zapiąć guzika, albo rozwiązać szalika... grrrrr-to mnie najbardziej wkurza!
Nadruchliwość też ciągle jest poskramiana. Karne krzesło jest kilka razy w ciągu dnia przez Oliwiera wygrzewane. 3 minuty cichego siedzenia-to jest dopiero wyczyn!
przesyłam kilka fotek najświeższych, bawiliśmy się komórką i pstryknęłam parę ujęć.

Posted in Etykiety: , | 2 komentarze